Juicetea

Juicetea

czwartek, 23 października 2014

Staś - pięć pierwszych tygodni!

I przyszedł, zaszczycił nas swoją obecnością. Jest piękny, pulpetowaty i jedyny w swoim rodzaju. Charakterek ma zdecydowanie po mamusi. Jak czegoś chce, to dostać ma to od razu, natychmiast i już! Każda zwłoka nagradzana jest salwą płaczu i wrzasku. Powoli na jego cudnej buziuni zaczyna pojawiać uśmiech. Czasem uraczy nim mnie lub Miśka. 
A My powoli przyzwyczajamy się do kolek, nieprzespanych nocy, podawania cyca dla głodomora, prasowania mini ciuszków i wymyślania coraz to nowszych sposobów usypiania Naszego Pieszczocha Małego! Ale wszystko to, nawet największe zmęczenie jest warte posiadania Swojego Prywatnego Skarbu!!



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Łowy z SH


Rano zadzwonił budzik, dzwonił wrednie a za oknem deszcz siąpił. Nic pozytywnego. Pozytywnie zrobiło się później. Zrobiłam sobie mały spacer w celu oddania krwi do morfologii i wtedy przypomniałam sobie, że w jednym z moich ulubionych "ciuchów" ma być dziś dostawa. Od wieelu lat jestem wieelką fanką SH. Najlepiej robi mi się zakupy w tych małych, osiedlowych, gdzie ubrania wiszą odprasowane na wieszakach i pachną (choć odrobinkę). Nie przepadam za przybytkiem zwanym Roban, nie lubię też grzebać w wielkich koszach.
 I tak po raz kolejny okazało się, że perełki się pojawiają i można je z łatwością odnaleźć, trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać ;) Dzisiejsze łowy uzupełniły Stasiową komodę o same wspaniałości. Czsem zakupy dla Chrupka stają pod znakiem słodkości, Tygryska, Puchatka czy innych bajkowych stworków. Siatka z którą wróciłam dzisiaj była pełna GAP'a i Polo, tym razem bez kreskówek a w stronę klasyki :)) A wszystko to za okrągłe 50 zł!
Sweterek z kotwicą 0-3m (9zł). Bluza marynarska 9-12m.(8zł)

 Rampers Polo 6-9m (9zł). Sweterek Polo (myślę, że będzie dobry na rocznego Chrupka) 14zł.


Dwa bodziaki GAP (około 10 zł za oba)


A na koniec cudne "niedrapki" które wpadły nam w gratisie :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Barcelona i ... Staś!

Minął rok. Zapomniałam hasła, zapracowałam się a od 5 miesięcy żyję nową informacją. Będę mamą. Jest dzień dziecka, Staś kopie radośnie a ja rozkosznie uśmiecham się do mojego brzucha :) A poza tym, 8 miesięcy temu odwiedziliśmy z M. Barcelonę. Dzisiaj planuję Nasze najbliższe wakacje i wspominam te minione.

Barcelona jest niezwykła, kolorowa i pozytywna. Złapaliśmy energię na całą ubiegłą zimę.




 M. nie koniecznie przepada za zwiedzaniem ale jeśli chodzi o Sagrade Familię, grzecznie stał w kolejce okrążającej budowlę Gaudiego do połowy. Jak się potem okazało, w pełnym sezonie kolejka zamyka się a czasem jest jeszcze dłuższa. Wrażenia z wnętrza, zdecydowanie warte odstania swego!


Z Parku Guell zapamiętałam głównie dzikie tłumy okupujące ławeczkę i salamandrę. Byłam świadkiem kilkunastominutowej sesji zdjęciowej jednej z turystek, skutecznie uniemożliwiającej pstryknięcie choćby jednej małej foteczki nie zmąconej widokiem niezadowolonej ze zdjęć kobitki :) A mozaiki owszem, wspaniałe!






A na koniec jedzonko! Czyli to co mnie i M. niezmiernie kręci w podróżowaniu!

Paella! <3
Bilbaoberia - Tapas i Pinxtos
EyesCream ;)


Teraz, póki Staś nie jest jeszcze moim olbrzymkiem a jedynie małym Chrupkiem wiercącym się w moim brzuchu, pomyślałam a ostatnich wakacjach przed jego narodzinami. Końcówka czerwca będzie jednocześnie początkiem 28 tygodnia i chyba również ostatnim dzwonkiem na upragnione 7 dni beztroski. Za cel podróży wstępnie obrałam Triest, świetne miejsce wypadowe! Blisko do Wenecji, Chorwacji ( np Opatija) czy Słowenii (Ljubljana) i pewnie jeszcze w nie jedno piękne miejsce !

piątek, 14 czerwca 2013

Shorts! Summer... at last!

Dziś głownie zdjęcia!
Facebook.com
 
LoveItSoMuch
weheartit.com
wheretoget.it
favim.com
loveitsomuch.com
http://wheretoget.it/look/11944
www.cheapclothesmart.com
I na koniec efekt mojej zabawy z wybielaczem, barwnikami i ćwiekami

Kolory chwyciły niestety zdecydowanie słabiej niż sobie tego życzyłam. Macie jakiś sposób na farbowanie jeansu?

czwartek, 13 czerwca 2013

DIY czyli jak zrobić urocze gladiatorki!

Ostatnio dokucza mi nadmiar czasu wolnego. Czytam, szukam, oglądam i kombinuję dla Was kilka wpisów z serii DIY. 
Na dziś wybrałam sandałki gladiatorki oplatane nad kostką (mój mąż pieszczotliwie nazywa je "Xeny";) z ostrym różem i ćwiekami. 


Jedyny tutorial z podobnymi sandałami znalazłam wczoraj na youtube, pomysł jest łatwy i przyjemny, a równocześnie prosty do przedstawienia. Zamysł jest taki, aby wykorzystać coś co mamy już w domu a z czego nie korzystamy. Ja jednak nie znalazłam w czeluściach swojej szafy najważniejszych produktów. Rano więc popędziłam "na miasto" w poszukiwaniu niezbędnych składników ;)

A oto co będzie nam potrzebne:
Japonki- moje kosztowały 9.90 zł
Długi, cienki szal w ulubionych kolorach i wzorach- w moim przypadku kolejne 9,90 zł
Kilka ćwieków- ok 2 zł
Igła i nitka
Nożyczki
Japonki nie wymagały żadnych przygotowań do metamorfozy, pozbawiłam je jedynie koralików :) I zaczęła się zabawa.
Szal musimy złożyć wzdłuż i przeciąć na dwie równe części. W zależności od materiału, nasz szal może się strzępić lub nie. Mój oczywiście wybrał opcje bardziej uciążliwą. Przygotowałam się na taką ewentualność i w pasmanterii kupiłam taśmę, która sklei materiał pod wpływem ciepła żelazka. Wybrałam wersję najcieńszą, która i tak okazała się za szeroka. Przecięłam ją więc wzdłuż. I tu pojawił się kolejny problem. Taśma okazała się jednostronna czyli w moim przypadku bezużyteczna;) Stwierdziłam, że w takim razie kilka nitek nie zaszkodzi, a wręcz nada sandałkom lekkiego vintage look'u. 
W tym momencie przyszedł czas na oplatanie. Złożyłam szal na pół i oplotłam pierwszą część jak na zdjęciach poniżej. Następnie przeszłam wyżej, tutaj rozłożyłam boki apaszki szerzej, żeby uniknąć grubych zwitków materiału wbijających się w stopę. "Spłaszczonym" szalem owinęłam każdy boczny pasek japonek dwa razy :
Kolejny etap polegał na przyszyciu owiniętego już szala do najniższej części paska klapeczka (tej pomiędzy palcami :) Tutaj przyda się grubsza igła, materiał z reguły jest trudny do przebicia. Pomogłam sobie nożyczkami przepychając nimi igłę, ponieważ nawet druga jej strona może paskudnie pokaleczyć opuszki palców.
Następna część metamorfozy japonek będzie opcjonalna. Do ozdobienia bucików wybrałam kilka złotych stożkowych ćwieków. Wasze upodobania oraz posiadane przez Was dodatki mogą całkowicie zmienić styl wykończenia. Możecie wybrać koraliki, perełki, kryształki lub cokolwiek innego albo po prostu zrezygnować z tej części zabawy :)

A oto efekt końcowy i odpicowane sandałki:


I jak Wam się podoba? Moim zdaniem jest to opcja idealna na plażę, czy bieganinę po mieście w upalny dzień :)

piątek, 26 kwietnia 2013

Gdy elektronika zawodzi... Printable Workouts!

Ostatnio, w moim przypadku przyszedł czas na poszukiwanie urozmaiceń. Dość długo przerabiałam Chodakowską i powoli zaczęło mi się zwyczajnie nudzić. Przeszukując różne blogi, znalazłam kilka ciekawych opcji. Nie jestem profesjonalistką, nazwałabym siebie raczej amatorką której udało się ruszyć z kanapy w celu zgubienia kilku kilogramów oraz wprowadzenia delikatnych zmian w swoim trybie życia. Mam świadomość tego, że czasem popełniam błędy, zdarza mi się zgrzeszyć małym podjadaniem itp. Jednak dla mnie, podobnie jak dla wielu z Was jest to dopiero początek przygody z ćwiczeniami i wiele muszę się jeszcze nauczyć i "przetrawić" w swojej głowie żeby być z siebie bardziej zadowoloną. Na chwilę obecną, odkrywam radość endorfinową po każdym treningu i cieszę się od ucha do ucha gdy kolejne centymetry spadają:) 

Wracając do sedna, kilka dni temu zaczęłam poszukiwania czegoś nowego. Od jakiegoś czasu bardzo chętnie wykonuję ćwiczenia MelB na brzuch i pośladki. Znalazłam również ChaLEAN Turbo Fire, zaczęłam od 30 minutowego treningu, świetne ale wymagające Cardio, nie powiem bo dzień następny stanął pod znakiem zakwasów na plecach i rękach :) Wczoraj natomiast, wpadłam na HIIT Workout for Fat Loss od fitnessblender.com . I śmiało mogę powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Bardzo przejrzyste nagranie, brakuje tylko muzyki ;) Trening jak sama nazwa wskazuje, bardzo intensywny ale dość krótki. Po 20 minutach byłam spocona jak prosiak.

Tyle jeśli chodzi o wstęp (dość obszerny wyszedł;). Z okazji pięknie zapowiadającego się weekendu, postanowiliśmy z mężem uciec na dwa dni za miasto. Miejsce docelowe odcięte jest od internetu, telewizora brak, zaczęłam więc szukać czegoś ciekawego co można wydrukować i zabrać ze sobą w formie papierowej. I tak trafiłam na blogilates.com a tam na kilka tzw. printable workouts. Pomyślałam, że podzielę się tym z Wami, może któraś z Was będzie miała ochotę skorzystać:) 





 


 
blogilates.com